- Menu -- Przesądy i Humor -

PRZESĄDY MYŚLIWSKIE

Polowanie ma to do siebie, że raz idzie myśliwemu jak po lodzie, drugim razem jak po grudzie. Sukcesy i niepowodzenia przeplatają się. Nasi przodkowie szukali przyczyn tej zmienności losu w czarach a także w przepowiedni zdarzeń w drodze na polowanie lub w czasie jego trwania. Do dziś przekazujemy adeptom, tak na wszelki wypadek, wierzenia i przesądy. Oto niektóre z nich...

  • Przed wyjazdem na polowanie obejrzenie, a lepiej dotknięcie pięknego kolanka odwraca złe uroki i zapewnia sukcesy. Przy czym należy pamiętać, że "im grubszy zwierz - tym wyżej bierz".
  • Nie ma po co jechać na polowanie, gdy pierwszą osoba napotkaną po wyjściu z mieszkania jest staruszka albo kobieta z pustym wiadrem, a także zakonnica lub mnich. Natomiast kobieta z pełnym wiadrem lub kominiarz przynoszą powodzenie.
  • Po wyjściu z mieszkania nie można pod żadnym pozorem wrócić po zapomniane akcesoria nawet gdyby to była amunicja lub broń.
  • Jeżeli napotkany znajomy, widząc cię ze strzelbą będzie ci życzył "udanego polowania", nie powodzenie i pech gwarantowane. Myśliwi życzą sobie "połamania" w domyśle strzelby karku itp... co podobnie jak "kolanko" przynosi powodzenie.
  • Zła wróżbą jest wstanie z łóżka lewą nogą, przypadkowe założenie skarpety czy innej części ubrania na lewą stronę, zwiastuje to niepowodzenie.
  • Wróżbitą jest polujący z nami pies. Jeśli swoja potrzebę załatwi zwrócony do nas pyskiem - wróży niepowodzenie na łowach. Jeżeli uczyni to odwrócony tyłem sukces murowany.
  • Posiadanie przy sobie łuski od naboju po ostatnim celnym strzale - przynosi również szczęście w kniei.

Zabobony myśliwskie należy znać i pamiętać, chcąc bawić się w myślistwo. Gdyby nie było przesądów jak racjonalnie wytłumaczylibyśmy niepowodzenia albo pudła. Wypdało by przyznać się ze jesteśmy pudlarzami lub strzelcami "do bani" a tak jest siła wyższa :). Przesądy myśliwskie maja swoje piękno i nie przemijający urok. Pisze o nich Józef Ignacy Kraszewski "Na polowaniu zawsze te same prawie wypadki, jednakowe żarty, tradycjonalnie podawane od pokoleń pokoleniom: o twardości skóry gdy ktoś chybi; o postrzeleniu gdy nie trafił itp" (Poeta i Świat).

HUMOR

Śmiech był dla myśliwych od zarania łowów potrzeba, której efektem jest wszystko co dziś nazywamy "Łaciną i Humorem myśliwskim". Na myśliwskich zbiórkach, w czasie przerw w polowaniu, przy ogniskach "łacinnicy" kpiąc z pudlarzy, pechowców, mięsiarzy i malkontentów bawili i bawią nas nadal. Oni to wymyślili porzekadła o opłacalności polowania w brzmieniu:

  • Myśliwy ptaka upoluje, wołu to kosztuje.
  • Kto poluje i łapie w sieci, gołą .... świeci.

Im przypisuje się autorstwo anegdot i prześmiewek. Władysław Reymont w "Marzycielu" tak pisze:

"Sączek przyrządzał krupnik i opowiadał niesłychane przygody z polowań, tak łgał nadzwyczajnie, że wszyscy pokładali się ze śmiechu.
- Daję wam słowo honoru że mówię prawdę! - krzyczał rozlewając krupnik w skwapliwie podstawiane szklanki. - Niech Świderski Powie!
- Łżyj bracie, co się zmieści, ale krupniku nalewaj do pełna.
- Opowiedz jak to zabiłeś te trzy dziki jednym strzałem.
- Albo o tym zającu który uciekł przed twoim psem na wierzbę.
- A może o kuropatwach na stawie?"

Aktualnie krążą wśród myśliwych poniższe dowcipy:

- Wychodzę z domu na polowanie. Tuż za płotem zając, no to ja - bach! i do torby. Idę dalej, wypatrzyłem stadko kuropatw - co robię? Bach! Bach! i do torby. Wychodzę za lasek - widzę sarny, bez zastanawiania się, Bach, Bach! i do torby.
- Zaraz zaraz kolego, jaka duża jest ta torba?
- Normalna, do torby sięgam po naboje.

I tak powiadam wam, że tego polowania nie zapomnę nigdy! Zajęcy było tyle, że musiałem bez przerwy broń nabijać i strzelać, aż wreszcie aby nie tracić czasu nie nabijałem wcale tylko strzelałem bez końca

*
Zdaje się że strzeliłem za bardzo w prawo?
Ależ skąd kolego, to zając kipiał za bardzo w lewo

*
Myśliwy pędząc za postrzałkiem spotyka chłopca pasącego krowy:
- chłopcze nie widziałeś czasem jak zając tedy przebiegał?
- widziałem
- dawno?
- Będzie rok temu

*
Mój panie, ten pies którego mi pan wczoraj sprzedał wcale nie jest psem tylko suka!
- widzi pan, to taka rasa, jego matka też była suką.

*
Dama w ZOO ze zdziwieniem ogląda jelenia - myłkusa z podwójnym wieńcem. Pyta swego towarzysza - myśliwego:
- dlaczego on ma podwójne rogi?
- Jak to pani powiedzieć? - zastanawia się myśliwy - Sądzę po prostu, że był to wdowiec który się ponownie ożenił

*
Po powrocie z safari myśliwy opowiada:
- Więc skoczyłem na tygrysa i jednym cięciem noża odciąłem mu ogon.
- Dlaczego ogon a nie głowę?
- Głowa była już odcięta.

Kpiarze i prześmiewcy byli zawsze i wszędzie, są i w naszym kole.

W czasie pokotu prowadzący ogłosił, że królem polowania został Kolega, który ma na rozkładzie dwie sarny - kozy. Prześmiewca skomentował "kozi król". I stało się, określenie obowiązuje do dzisiaj.

Jeden z kolegów nawet w najtęższe mrozy chodził na polowanie w tkw "wellingtonach" (miękki cienki but gumowy). Pewnego razu postrzelił zająca i gdy podchodził do rannego, ktoś "Życzliwy" zawołał:
- Z KOPA GO! Z KOPA! "Rada" Się przyjęła i obowiązuje do dziś.

Zamiast relacji z "ostatniego miotu" w kole przyjęły się skróty mówiące wszystko:
- "PRZYSTAŃ wzięta" - od nazwy restauracji lub "BLASZAK trzeszczał" - od nazwy baru.

Layout & Design by Kooba All Rights Reserve